Ojciec i syn czyli nasza pierwsza wyprawa rowerowa z dzieckiem

Wyprawa rowerowa z dzieckiem – inna niż wszystkie

wpis w: Rower, Wyprawy, Z dziećmi, Zdjęcia | 0

Plan na długi weekend majowy w tym roku miałem prosty – pierwsza połowa z rodziną a druga połowa na rowerach z kumplami. Krótko przed majówką okazało się, że jeden kumpel ma rękę w gipsie, drugi rwę kulszową a trzeci nie ma urlopu… Cóż… życie 🙂 Długo się nie zastanawiając postanowiłem wykorzystać ten zaplanowany czas i przejść Mały Szlak Beskidzki na lekko. Po krótkim namyśle stwierdziłem, że góry mogę zrobić zawsze a teraz skorzystam z okazji i zabiorę mojego syna na jakiś wypad. Rozważałem różne opcje ale wyprawa rowerowa z dzieckiem to coś czego jeszcze nie robiłem 🙂

Przygotowań nie było wiele

Wyczyściłem i nasmarowałem rower. Przygotowałem ubrania, sprzęt biwakowy, palnik, zrobiłem zakupy spożywcze i wszystko to spakowałem w sakwy. Z racji tego, że na rowerze miałem zamontowany fotelik to nie mogłem już powiesić sakw na bagażniku. Z pomocą przyszedł mój dobry kumpel Piotrek, który pożyczył mi przyczepkę „extrawheel”. Rewelacyjne rozwiązanie, bardzo wygodna przyczepka na sakwy, której praktycznie nie czułem na trasie. Lekko tylko ciążyła na podjazdach ale za to bez problemu pokonywała leśne i polne drogi.

Nasz rower z przyczepką i ekwipunkiem czyli wyprawa rowerowa z dzieckiem
Nasz rower z przyczepką i ekwipunkiem czyli wyprawa rowerowa z dzieckiem

Wszystko było przygotowane ale gdzie tu jechać na pierwszą rowerową wyprawę z dzieckiem? Pomysłów miałem kilka ale wybrałem opcję wyjazdu z naszego miast, następnie skierowanie się w stronę Pszczyny i dalej na północ w stronę Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dzień przed wyjazdem wrzuciłem na mój fanpage na facebooku posta z pytaniem czy ktoś na planowanej trasie może nam udostępnić kawałek ogródka pod namiot. Odpowiedź przerosła moje najśmielsze oczekiwania! Mieliśmy zaproszenia do ogródków średnio co 30km na całej planowanej trasie 🙂

Dzień 1 – Zabrze – Chudów – Pszczyna

Zaraz po śniadaniu wsiadamy na rower i ruszamy w trasę. Nie wiem kto się cieszy bardziej – ja czy syn 🙂

Z Zabrza jedziemy pod zamek w Chudowie, jesteśmy tam koło 10:00. To dobra pora bo jeszcze nie ma tłumów. Robimy krótką przerwę na zwiedzenie ruin zamku z XVI wieku. Jest nieznośnie gorąco, to dobry pretekst żeby zjeść lody 🙂 Rozmawiam z dwoma spotkanymi sakwiarzami, oglądają i podziwiają przyczepkę na sakwy, wymieniamy opowieści o naszych wyprawach rowerowych. Po chwili jedziemy dalej. Opuszczamy Chudów i jedziemy w stronę Bujakowa, w którym naszym celem jest parafialny ogród botaniczny przy kościele św. Mikołaja. Byłem tutaj kilka lat temu ale zdążyłem zapomnieć jak tu jest pięknie. Zwiedzamy ogród, wąchamy piękne kolorowe kwiaty a na koniec coś dla ciała – pyszny sernik.

Wsiadamy na rower i jedziemy dalej, jest upalnie i jedzie się ciężko. Przed Łaziskami jest stromy podjazd – jedyne miejsca na całej trasie gdzie musiałem pchać rower. W Łaziskach robimy przerwę na placu zabaw. Pot leje się ze mnie, chętnie zrobił bym dłuższą przerwę gdzieś w cieniu. Syn się bawi na placu a ja sprawdzam na fejsie czy jest dostępny Paweł – jedna z osób, która zapraszała nas do ogródka. Po krótkiej konwersacji udało się wprosić do niego na coś do picia i chwilę przerwy. Bez żadnych problemów docieramy do Pawła, zapoznajemy się z rodziną i spędzamy miły czas na rozmowach o podróżach, popijając przy okazji pyszną lemoniadę. Trochę żałuję, że nie zrobiliśmy sobie pamiątkowego zdjęcia razem ale to będzie dobra okazja do kolejnej wizyty 🙂 Po krótkiej przerwie ruszamy dalej kierując się na Kobiór.

Po drodze zaliczamy jeszcze postój na drzemkę w lesie a następnie przez piękne kobiórskie lasy docieramy do miejscowości Piasek. To tutaj zaczyna się urokliwa aleja dębów, którą docieramy pod zamek w Pszczynie.

W parku zamkowym robimy kolejną krótką przerwę ale szybko, za sprawą tłumu ludzi, stamtąd uciekamy. Na Pszczyńskim rynku jest jeszcze gorzej – hałas, tłum, dmuchańce i stragany z plastikiem. Na szczęście już po chwili jazdy jesteśmy na nowej drodze rowerowej prowadzącej na zaporę w Goczałkowicach. Niebo robi się ciemne, w oddali słychać grzmoty. Trochę przyśpieszam, w połowie zapory zjeżdżamy do widocznej w dole drogi. Kierujemy się na Czechowice-Dziedzice a następnie do Bestwiny – tutaj mamy się rozbić w ogródku u Basi i jej rodziny. Jadę coraz szybciej, zaczyna padać deszcz, zrywa się silny wiatr. Bez problemu odnajdujemy dom naszych dzisiejszych gospodarzy. Witamy się z wszystkimi i kilka minut po wejściu do domu zaczyna się burza – mieliśmy szczęście 🙂 Spędzamy tutaj miło czas, okazuje się, że mamy wiele wspólnego a czas szybko leci na rozmowach. Kiedy burza trochę się od nas oddala idziemy do ogrodu. Rozbijam namiot, chwilę jeszcze spędzamy przy ognisku, żegnamy się i idziemy spać.

Przejechaliśmy dzisiaj 75km, to całkiem sporo dla trzylatka, jestem dumny z mojego syna, że bez problemu to wytrzymał i nawet mu się podobało.

Dzień 2 – Bestwina – Pszczyna

Oboje z synem wstajemy wyspani około 8:00 rano. Śniadanie jemy w domu naszych gospodarzy. W tym miejscu czas wydaje się płynąć wolniej. Powoli, bez pośpiechu pakuję nasz ekwipunek. Żegnamy się jednocześnie umawiając się na kolejne odwiedziny. Ruszamy przez Bestwinę w stronę Kaniowa.

Gdzieś w tych okolicach trafiamy na oznakowanie Wiślanej Trasy Rowerowej, którą jedziemy w stronę Brzeszczy. Trasa ta jest poprowadzona malowniczymi wioskami. Chętnie kiedyś na nią wrócę, może też rodzinnie? W Brzeszczach skręcamy w drogę nr 933 prowadzącą do Pszczyny. Ruch tutaj jest na tyle duży, że uciekamy w pierwszą drogą odbijającą w prawo. To była bardzo dobra decyzja bo od tego miejsca jedziemy przez pola i piękny las. W okolicach Miedźnej las jest wyjątkowo piękny a długie trawy wyglądają jak by je ktoś zaczesał.

Na skraju lasu gdzieś przed Ćwiklicami robimy ostatnią na tej wyprawie przerwę. Znajduję tutaj mały pomnik upamiętniający poległych w bitwie z II Wojny Światowej. Takie miejsca zawsze mi przypominają o trudnej historii naszego kraju. Kilka kilometrów dalej wjeżdżamy do Pszczyny. Przejeżdżając przez przejazd kolejowy widzę w oddali zbliżający się pociąg… nasz pociąg… przyśpieszam, po chwili jesteśmy na peronie a pociąg ma już odjeżdżać. Wołam do Pani konduktor czy na nas zaczeka, kiwnęła głową i tak oto po chwili siedzieliśmy już w pociągu do Katowic a nasza wyprawa dobiegła końca.

Wyprawa rowerowa z dzieckiem – podsumowanie

Jeśli zastanawiasz się czy warto, czy to ma sens, czy twoje dziecko da radę na wyprawie rowerowej to nie zastanawiaj się dłużej tylko spakuj graty i ruszaj! To była może krótka ale niezwykła wyprawa, to była przygoda! Przejechaliśmy łącznie 105km, zobaczyliśmy ciekawe miejsca, poznaliśmy świetnych ludzi a przede wszystkim spędziliśmy razem cudowny czas! Pokazałem synowi kawałek Polski i podzieliłem się z nim moją pasją do podróżowania. Już nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy, może tym razem już całą rodziną? Kto wie 🙂

Specjalne pozdrowienia i podziękowania dla naszych gospodarzy – Pawła z rodziną i Basi z rodziną oraz dla Piotrka za pożyczenie przyczepki – bez was ten wypad nie był by taki sam 🙂

 

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.