Wschodnie rubieże polski autostopem, druga część relacji

wpis w: Autostop, Nocleg, Zdjęcia | 0

Suwałki

Następnego dnia, kiedy dotarliśmy do samochodu dowiadujemy się że interesowała się nami Straż Graniczna. Która zatrzymała nas, kiedy jechaliśmy samochodem, dowiadujemy się od nich jak srogie kary grożą za nielegalne przekroczenie granicy Unii Europejskiej.

Pożegnaliśmy się w Hajnówce, skąd łapałem stopa na północ, w kierunku Białegostoku. Tam znalazłem miejsce do łapania stopa rekomendowane przez innych stopowiczów 😉

Zamierzałem dotrzeć do Augustowa, aby spędzić noc przy kanale augustowskim – słyszałem że jest tam pięknie. Jednak kierowca którego udało mi się zatrzymać w Białymstoku jechał nad jezioro Wigry. Postanowiłem że ja także się tam zatrzymam, aby spędzić noc nad jednym z największych jezior w Polsce.

Wędrując po okolicach jeziora Wigry, wśród pagórków, pastwisk, zagajników i chat mam okazję odczuć piękno tego miejsca.

Zdjęcia choć kiepskiej jakości ukazują sielankowość suwalskiej wsi…

Następnego dnia mam zamiar dotrzeć do Pokamedulskiego Klasztoru, który stoi na brzegu jeziora Wigry. Po drodze zauważam, że w okolicy jest całkiem sporo opuszczonych chat, postanawiam w końcu wejść do jednej z nich…

W takich miejscach czas staje w miejscu…

Piękny piec z ogromnym paleniskiem i zapieckiem, dziś praktycznie niespotykana rzecz. Niegdyś właśnie piece, a nie ogromne telewizory stanowiły serce domu.

Podobną szafkę miał mój dziadek,pamiętam że trzymał w niej cukierki miętówki. Mam nadzieję że niegdyś sam sobie taką sprawię…

Po tym krótkim cofnięciu się w czasisie docieram w okolice klasztoru. Jednak fakt że jest tam zakaz wprowadzania zwierząt, tłumy turystów oraz komercyjność zniechęcają mnie do szczegółowego zwiedzania klasztoru. Jedna rzecz, która urzekła mnie w tym klasztorze są te szeregowo ustawione budynki, wzdłuż wąskiej alejki…

Tego dnia panuje straszny ukropie, postanawiam skorzystać z jeziora i schłodzić się w nim nieco.

Muszę przyznać że jezioro Wigry jest jednym z najpiękniejszych i najczystszych jezior w jakich miałem okazję popływać. Jednakże rozczarowaniem dla mnie była masa prywatnych działek wokół jeziora, które uniemożliwiały jego pełnej eksploracji.

Mosty w Stańczykach

Po kąpieli ruszam w stronę Stańczyków, gdzie znajdują się słynne mosty – pamiątka po Prusakach i niemieckiej inżynierii.

Docieram tam późnym popołudniem, więc czas na zwiedzanie mam ograniczony.

W tej okolicy, prócz mostów po raz kolejny urzeka mnie piękno suwalskiej wsi.

Podczas zwiedzania mostów, słońce zaczyna powoli chylić się ku zachodowi, więc czym prędzej ruszam w puszczę na nocleg. Udaje mi się znaleźć przytulne miejsce nad strumykiem. Po rozwieszeniu hamaka i zgromadzeniu drewna na opał, biorę orzeźwiającą kąpiel w strumyku.

O poranku, obudził mnie dziwny dźwięk (jakby bzyczenie). Wystraszyłem się że to służba leśna. Na szczęście to tylko ktoś po prostu latał dronem nad mostami i uwieczniał je przy wschodzącym słońcu.

Dotarcie i powrót z miejsca w którym obozowałem utrudniały gęste zarośla, ale było warto. Nawet jadalny grzybek się znalazł…

Po wyjściu z puszczy,  ruszam z powrotem w kierunku Gołdapi. Jednak wyjechanie ze Stańczyków okazuje się dość trudne, ale mam czas na zrobienie kilku zdjęć tej malowniczej okolicy…

Po kilku godzinach jestem już w trasie, pewien kierowca podrzuca mnie do Gołdapi, zostawiając mnie przy tężniach, które są tutejszą atrakcją turystyczną.

Po krótkim odpoczynku przy jeziorze, idę szukać miejsca do łapania stopa, które jednak okazuje być na drugim końcu miasta. Marsz chodnikiem przy upale nie jest niczym przyjemnym. Ale ostatecznie docieram do wylotówki, skąd zgarnia mnie młode małżeństwo, które spotkałem dzień wcześniej przy mostach w Stańczykach. Moim kolejnym celem podróży jest Wilczy Szaniec, jednak tego dnia podróż kończę w Giżycku. Nieopodal tego miasta znajduję jeziorko, przy którym obozuję.

Wilczy Szaniec

Kolejny dzień jest bardziej pomyślny, w miarę szybko udaje mi się złapać stopa do Kętrzyna, a stamtąd do kompleksu bunkrów niemieckich zbrodniarzy.

Zwiedzanie zaczynam od nieoficjalnej części kompleksu, jest ona bardziej zdewastowana niż oficjalna część i zwiedza się ją na własne ryzyko.

Warto było wejść drabinką do góry…

Po tej dzikiej eksploracji udaję się do oficjalnej części Wilczego Szańca. Zdradzę wam że warto zwiedzać to miejsce z przewodnikiem, który szczegółowo opowie wam do czego służył i jak funkcjonował dany obiekt. Pomimo że większość budynków to jedynie zgliszcza, to jednak przewodnik i wystawy rekwizytów robią robotę. Jeżeli interesujesz się historią – to jedno z miejsc które trzeba zobaczyć.

Zdjęć tutaj nie robię, bo masę ich można znaleźć w sieci.

Trochę jak Indiana Jones

Od przewodnika z Wilczego Szańca dowiedziałem się o opuszczonych dworkach w miejscowościach Wopławka i Stachowizna  nieopodal Kętrzyna.

Dowiedziałem się jedynie nazw tych miejscowości i  na podstawie tych informacji, papierowej mapie i własnemu doświadczeniu muszę odnaleźć te miejsca. Będąc jeszcze w Wilczym Szańcu rozpętała się ulewa, którą przeczekałem w restauracji. Przy okazji, korzystając ze smartphona, ustaliłem na mapie położenie miejscowości w których znajdują się opuszczone dworki.

Z dawnej siedziby nazistów, udało mi się złapać stopa w pobliże miejscowości Wopławka, jednak aby tam dotrzeć muszę iść pieszo polną drogą.

W trakcie tej podróży dziko rosnące jabłka, czy gruszki stanowiły sporą część mojego pożywienia.

Ze ścieżką, którą podążam w pewnym momencie krzyżują się tory, którymi kiedyś naziści jeździli do Wilczego Szańca

W przydrożnych krzakach znajduję takie oto znalezisko – wydaje mi się że to elementy skradzione z jakiegoś pałacu, ciekawe…

Idąc dalej, na swej drodze spotykam drogowskaz…

…prowadzący do kamienia upamiętniającego bitwę Krzyżacko – litewską.

Będąc w Wopławkach, bez problemu znajduję stary pałacyk, aby doń wejść musiałem przedrzeć się przez gąszcz dawno nie pielęgnowanej roślinności.

Pałacyk okazuje się rozczarowaniem, w środku nie zachowało się praktycznie nic oryginalnego.

Jednak nowe stropy i ściany oraz składowane na poddaszu dachówki wskazują na to że właściciel starał się wyremontować wiekowy budynek.

 Mam nadzieję że za kilka lat pałac będzie wyremontowany.

 Krzyżacki skarb po środku pól

Dzień ma się ku końcowi, jadę autostopem z pewnym starszym małżeństwem w kierunku Stachowizny. Z rozmowy ze staruszkiem dowiaduję się o historii Świętej Lipki, oraz kilku ciekawych faktach o okolicy. Dowiaduje się że w wyżej wymienionej miejscowość znajduje się piękna zabytkowa katedra oraz jezioro nad którym spędzam noc. Po drodze przejeżdżamy przez Bezławki, w których znajduje się dawny krzyżacki zamek, który obecnie pełni funkcję kościoła i muzeum.

Jak już wspomniałem wcześniej noc spędziłem nad jeziorem w Świętej Lipce, przy jeziorze. Rano obudzili mnie wędkarze, po śniadaniu czym prędzej udałem się ku krzyżackiej warowni. Dotarłem do niej na nogach, gdyż po drodze nikt się nie zatrzymał. Była godzina 9, a zwiedzanie dopiero od 11, 2 godziny czekania to zbyt długo.

Na szczęście w pewnym momencie, pojawia się pewna para chcąca zwiedzić warownię. Postanowiłem zadzwonić do przewodnika, który po chwili przyjeżdża i oprowadza nas po muzeum opowiadając historię kościoła.

W zbiorach galeri wewnątrz budynku znajdują się szczątki ludzie pochowanych na cmentarzu wokół kościoła. A także biżuteria, monety oraz groty bełtów kuszy. Ponadto w kościele istnieje możliwość wejścia na więżę (z której oczywiście postanawiam skorzystać). Zdjęć niestety nie zrobiłem gdyż padła mi bateria.

Zdjęcie z Wikipedii

Ale zdjęcia oraz więcej informacji o kościele-warowni znajdziecie np. tutaj : https://medievalheritage.eu/pl/strona-glowna/zabytki/polska/bezlawki-zamek/

Znaleziska, oraz dobry stan w jakim zachowało się to miejsce zawdzięczamy stowarzyszeniu Blusztyn. Możecie weprzeć stowarzyszenie.

Zebrane środki pójdą na remont i utrzymanie tego wspaniałego pomniku historii.

Po zakończeniu zwiedzania, wraz z parą która mi towarzyszyła docieram do Mrągowa. Stamtąd dotarłem do Mikołajek, z których uciekłem czym prędzej w bardziej odludne miejsce – nad jezioro Tałty. Tam spędziłem ostatnią noc na Mazurach, dodam że jest tam pewne zaciszne miejsce ze  źródłem czystej wody. Potem czekała mnie żmudna droga powrotna do domu, podczas której utknąłem na obwodnicy Warszawy, ale tak to już jest z dużymi miastami…

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.