Pstrąże – opuszczone miasto we mgle

wpis w: Urbex, Wyprawy, Zdjęcia | 0

Wpis archiwalny! Obecnie na terenie Pstrąża trwają prace rozbiórkowe. Słyszałem, że wiele budynków, o których tutaj pisałem już nie istnieje. Dlatego też ta relacja daje wam możliwość, zwiedzenia i poznania tego nieistniejącego już Pstrąża.

Krótka Historia

Pstrąże to miejscowość znajdująca się w woj. Dolnośląskim, nieopodal Bolesławca. Pstrąże było niegdyś wioską, którą z czasem została przebudowana na potrzeby Armii Niemieckiej, która wykorzystywała ją jako koszary. Po 1945 roku Pstrąże staje się własnością Wojsk Radzieckich, i zaczyna funkcjonować jako jednostka wojskowa, oraz osiedle dla żołnierskich rodzin. W latach 90 Pstrąże zostaje opuszczone i stopniowo popada w ruinę a jego, część jest wykorzystywana do dziś przez wojsko jako poligon przyległej bazy wojskowej.  W Pstrążu znajdują się budynki mieszkalne typu Leningrad, koszary, stołówka, szkoła, przedszkole i cała masa innych budynków. Część budowli jest zawalona, na niektórych budynkach widać ślady po kulach czy ładunkach wybuchowych, do niektórych budynków można wejść, ale trzeba pamiętać o należnej ostrożności. Zwiedzając to opuszczone miasto robimy to na własne ryzyko.

Poniedziałek 10.11.2014 r

Jak tylko usłyszałem od znajomych o Pstrążu od razu stwierdziłem, że muszę odwiedzić to niezwykłe miejsce. Kuba był w Pstrążu w maju, przy okazji nakręcił filmik relacjonujący wypad. Postanowiliśmy że odwiedzimy opuszczone miasto w długi weekend listopadowy i ostatecznie wypadło na  poniedziałek (10.11.2014 r). Jako że nie planowaliśmy noclegu, musieliśmy wyjechać nad ranem, aby mieć cały dzień na eksplorację. W poniedziałek o 4 nad ranem Kuba przyjechał pod mój dom, następnie pojechaliśmy do niego i czekając na naszego znajomego Bomera, który po jakimś czasie przyjechał pod dom Kuby, omawialiśmy plan wypadu. Jadąc samochodem zauważyliśmy, że pojawia się mgła co zapowiadało dosyć mroczny poranek.. Po drodze wstąpiliśmy na stację benzynowa, aby napić się ciepłej kawy.

Około 7 rano dotarliśmy na miejsce, zabraliśmy do plecaków najpotrzebniejsze rzeczy i tak ruszyliśmy w stronę opuszczonego miasta.

Przez gęstą mgłę…

Jak widać na powyższej fotografii do Pstrąża dostaliśmy się bardzo starym, ale  świetnie zachowanym mostem kolejowym. Po chwili marszu docieramy do pierwszych zabudowań, które są częścią osiedla, w którym niegdyś tętniło życie.

Wpierw wchodzimy do niegdysiejszego przedszkola…

Następnie odwiedzamy szkołę oraz inne budynki mieszkalne, szczególne wrażenie robi zawalona klatka schodowa, patrząc z poziomu parteru widać sufit ostatniego piętra i zwalone na siebie segmenty schodów. Całkiem możliwe że to ślady działania wojska.

Postanawiamy wejść na dach jednego z bloków…

….aby napawać się widokami opuszczonego Pstrąża pochłoniętego przez mgłę…

… i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

Ruszamy w stronę koszar. Budynki poradzieckie przeplatają się tymi wybudowanymi przez Niemców przed 1939.

Koszary i spichlerze radzieckie…

Zwiedzamy głównie podziemia, radzieckich budowli jak się domyślam znaczna część podziemi i piwnic miała służyć, jako schrony, oraz spichlerze. W końcu trwała zimna wojna i zarówno Stany Zjednoczone, jak i Związek Radziecki przygotowywali się do konfliktu zbrojnego.

W podziemiach, pośród gruzu i zgliszczy znaleźliśmy relikty tamtych zamierzchłych i nieco mrocznych czasów…

 …maska przeciwgazowa i szczątki  odzieży ochronnej  OP-1

Znaleźliśmy się nawet relikty popkultury z obu stron żelaznej kurtyny…

…stara butelka, po bardzo popularnym amerykańskim napoju….

…oraz resztki radzieckiej gazety z komiksem.

Koszary i spichlerze poniemieckie…

Następnie kierujemy się w tą część koszar, gdzie przeważają stare, poniemieckie zabudowania ( znacznie różniące się stylem, od szarej i bezdusznej, lecz mającej w sobie pewien urok architektury radzieckiej).

Zdobione, solidnie wyglądające budynki wykonane z czerwonej cegły od razu kojarzą się z niemieckim budownictwem.

Tajemniczy samochód…

Budynki ciągnęły się szeregiem wzdłuż gruntowej drogi. Chcąc wejść do kolejnego z tych budynków usłyszałem dziwny hałas. Więc mówię do Kuby i Bomera, żeby byli cicho, bo coś słyszę.

Odwracamy się i… za nami dostrzegamy jadący w naszym kierunku samochód. Szybko wbiegamy do środka najbliższego budynku i przez chwilę ukrywamy się w jego wnętrzu, po czym postanawiam wejść na resztki klatki schodowej, aby zobaczyć co się dzieje. Wyglądam przez otwór, który niegdyś stanowił okno i wypatruję czegokolwiek, ale niczego nie dostrzegam. Samochód który jeszcze przed chwilą był za nami po prostu zniknął we mgle…

Po jakimś czasie wyszliśmy z budynku, bacznie obserwując teren. Domyślamy się że ten dziwny samochód był prowadzony przez jednego z ochroniarzy. Od tej pory ustalamy że nie będziemy się trzymać głównych uliczek, po których jeżdżą patrole. Idziemy dalej, kierując się w stronę bazy rakietowej, która była głównym celem naszej wycieczki. Gdzieś w oddali słyszymy dźwięki pilarek i silników, oraz szczekanie psów, nie jesteśmy tu sami…

Po drodze wchodzimy do kilku budynków, a mgła w międzyczasie się przerzedza.

Bunkry ?

 – Są 😉

Silosy rakietowe znajdujące się na terenie, który niegdyś okalało ogrodzenie pod napięciem robią na nas ogromne wrażenie.

Następnie postanawiamy zorganizować dłuższy postój w lasku, który wyrósł wśród zgliszczy. Idąc dalej jeszcze kilka razy widzimy i słyszymy przejeżdżające samochody, co zmusza nas do bardzo taktycznych manewrów.

Docieramy do kolejnych zabudowań, które są w opłakanym stanie.

Jest już popołudnie i mgła już zniknęła całkowicie, postanawiamy więc wrócić z powrotem do budynków mieszkalnych, aby z dachu jednego z nich móc podziwiać widoki. Ale po drodze słyszymy wyraźne odgłosy, działalności ludzkiej, co zmusza nas do taktycznego obejścia miejsca będącego źródłem hałasu, podchodzimy na tyle blisko że zdołałem dostrzec białą furgonetkę, nagle nadjeżdża kolejny samochód, co zmusza nas do kolejnych, nagłych manewrów.

Na dachu

Generalnie droga do osiedla zapewniła nam niemało atrakcji(związanych oczywiście z unikaniem wykrycia przez pracowników), dlatego postanawiamy odpocząć chwilę na dachu.

Odpoczywając na dachu, zauważamy parę, która beztrosko zwiedzała sobie Pstrąże, zupełnie nieświadoma naszej obecności. Z tego co zaobserwowałem, nie potrafią znaleźć wejścia na dach, bo w zasadzie większość z nich jest zniszczona. Gdy wracamy, na końcu mostu kolejowego, którym przyszliśmy dostrzegamy samochód, a chwilę później parę, którą wcześniej widzieliśmy z dachu, ich miny świadczyły o tym że byli nieco zdziwieni naszą obecnością.

Wypad ten uważam za jeden z najlepszych „Urbexów” na jakim byłem. Poranna mgła i cisza oraz dziwne hałasy oraz patrolujący teren ochroniarze zapewniały niesamowity klimat i niemałą dawkę adrenaliny, ale czy nie o to chodzi w tej formie turystyki ?

Zapraszam również do obejrzenia filmu o Pstrążu, nagranego przez Kubę w maju 2014r :

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.