Mazury na rowerze

wpis w: Rower, Wyprawy, Zdjęcia | 0

W czerwcu 2017 roku po raz pierwszy odwiedziłem, a właściwie tylko liznąłem południową część Mazur. Razem z moim przyjacielem wybraliśmy się tam z rowerami, sakwami i całym dobytkiem niezbędnym do niczym nieskrępowanej rowerowej eksploracji 🙂

Chcieliśmy pojechać do Mrągowa odwiedzić znajomych na zlocie. Szybkie rozpoznanie możliwych opcji dojazdu przy pomocy pociągu jak najbliżej Mazur i chęć zaznania odrobiny luksusu sprawiły, że wybraliśmy opcję PKP Intercity Premium czyli w skrócie „pendolino” 🙂 Droga z Zabrza do Warszawy Wschodniej minęła nam szybko i przyjemnie. W pociągu mieliśmy miejsca zaraz obok wieszaków na rowery tak, że mieliśmy je cały czas na oku.

W Warszawie Wschodniej opuściliśmy pociąg i tutaj dla mnie zaczął się horror pod tytułem „przejazd rowerem przez Warszawę”. Intensywny ruch samochodowy, światła, hałas to zdecydowanie nie to co lubię. Ucieczka z centrum zajęła nam około godziny jazdy, luźniej zrobiło się dopiero w okolicach jeziora Zegrzyńskiego przed Serockiem. Na brzegu jeziora zrobiliśmy krótką przerwę i ruszyliśmy dalej.

Na brzegu jeziora Zegrzyńskiego

Serock okazał się całkiem urokliwym miastem. Zaraz za nim skuszeni wskazaniami GPSa wjechaliśmy w las i tym sposobem pchaliśmy rowery kilka kilometrów przez piaszczyste drogi. Gdzieś w tych lasach przy samej ścieżce widzieliśmy łosia, byłem mocno zdziwiony bo nie wiedziałem, że żyją one tak blisko stolicy…

Dalej kierowaliśmy się na wieś Rząśnik w celu uzupełnienia płynów w tamtejszym sklepie. Pod sklepem miły lokalny gentleman doradził nam żebyśmy pojechali w okolice wsi Nowe Łachy i tam promem przeprawili się przez Narew zaoszczędzając w ten sposób kilkanaście kilometrów. Tak też zrobiliśmy… na miejscu okazało się, że prom nie kursuje w czwartki… a tylko w weekendy i święta 🙂

Gdzie ten prom?

W ten sposób dokładając kolejne kilometry wracamy w stronę wsi Nowy Lubiel i dalej kierujemy się na Chrzczankę Włościańską a potem na północ w stronę Dzbądzek. Nazwy miejscowości w tej części Polski są fantastyczne 🙂

Między wsiami Dzbądzek i Zaorze wjeżdżamy w piękny, iglasty las. Po chwili poszukiwań znajdujemy idealne miejsce na nocleg. Rozwieszamy nasze hamaki i tarpy.

Tego dnia przejechaliśmy 113km tak więc po szybkiej kolacji udajemy się na zasłużony odpoczynek.

Noc była spokojne i ciepła. Nad ranem zaczyna padać deszcz. Bez pośpiechu zwijamy obozowisko, robimy nasze ulubione śniadanie czyli płatki owsiane z dodatkami, popijamy gorącą kawą. Pokrzepieni posiłkiem wsiadamy na rowery i ruszamy w dalszą drogę. W między czasie deszcz zmienia się w ulewę, w której jedziemy około 30km aż do Ostrołęki.

Trochę nas zlało

Przemoczeni do majtek zatrzymujemy się w pizzeri. Żeby się rozgrzać i podbudować morale wciągamy pizze i popijamy gorącą herbatą. Po około godzinie ruszamy dalej, na szczęście deszcz przestał padać. Za Ostrołęką, na przemian polami, wsiami i lasami jedziemy w stronę Pisza. Okolice są piękne, cisza, spokój i mały ruch samochodowy.

W Piszu robimy dłuższą przerwę, uzupełniamy zapasy, jemy obiad, chwilę odpoczywamy i ruszamy dalej szukać miejsca na nocleg. Jako potencjalny cel obraliśmy południowy brzeg jeziora Roś. Miejsce okazało się przyzwoite – podmokły las, chmary komarów, odgłosy imprezy dobiegające z nad jeziora… trudno, zostajemy tutaj. Hamak z moskitierą to bardzo dobry sposób na spędzenie komfortowego noclegu w takich warunkach. Bez moskitiery raczej byśmy nie pospali tej nocy. Impreza na szczęście skończyła się dosyć wcześnie i zrobiło się przyjemnie cicho.

Rano chcieliśmy zobaczyć jezioro Roś. Zwinęliśmy obóz i po przejechaniu około 500 metrów znaleźliśmy ławki nad brzegiem – idealne miejsce na śniadanie. Jezioro jest bardzo malownicze, całkiem spore i z bardzo czystą wodą.

Po śniadaniu pojechaliśmy jeszcze kawałek dalej brzegiem jeziora a potem zawróciliśmy do Pisza i dalej w stronę miejscowości Niedźwiedzi Róg, położonej nad brzegiem największego jeziora w Polsce czyli Śniardwy.

Jezioro robi wrażenie, woda po horyzont. Przez dwa dni jazdy mocno zmodyfikowaliśmy pierwotny plan i już na tym etapie wiedzieliśmy, że nie zdążymy dojechać do Mrągowa i potem wrócić na niedzielny pociąg z Działdowa. Ale dla nas to nie problem i kolejny raz zmieniliśmy trasę 🙂 Po chwili przeglądania mapy ruszyliśmy w stronę dwóch jezior – Bełdany i Nidzkie.

I znowu lasami i polami jedziemy dalej, do wsi Rozogi. Stamtąd po kolejnej pizzy, kawie i jakimś deserze ruszamy na zachód. Przejeżdżamy m.in. wsie Orzeszki i Kiełbasy.

 

Po około 120km docieramy w okolice wsi Przeździęk Wielki i w tutejszym lesie rozwieszamy hamaki na noc. Znowu w nocy trochę pada deszcz ale na szczęście nie zbyt intensywny.

Rano po śniadaniu i zwinięciu obozowiska ruszamy w pozostałą trasę. Do Działdowa, skąd mamy pociąg powrotny, zostało niewiele ponad 50km. Bez pośpiechu jedziemy w stronę Nidzicy. Tutaj zaczynają się pierwsze na tym wypadzie podjazdy. Wcześniejsza trasa prowadziła praktycznie tylko po płaskich terenach.

Myślę, że to dobry rejon dla początkujących sakwiarzy lub do turystyki rowerowej z dziećmi.

Przez te niecałe 4 dni zobaczyliśmy malutki wycinek tego rejonu Polski. Przejechaliśmy tylko 420km ale zobaczyliśmy całkiem sporo. Bardzo mi się tutaj spodobało i jestem pewien, że prędzej czy później tutaj wrócę, pewnie znowu na rowerze i mam nadzieję na dłużej.

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.