Miro Z Lasa

Grunt to nie stracić celu

Witam

Witam wszystkich. Od dzisiaj jestem współautorem tego bloga. Sam niegdyś zajmowałem się pisaniem bloga wposzukiwaniuprzygody.pl. Chciałbym podzielić się z wami swoimi przygodami i przemyśleniami, a także wiedzą z zakresu survivalu czy też bushcraftu. Na początek jednak chciałbym opowiedzieć wam krótką historię z mojego życia.

5 lat temu, po śmierci mojej mamy założyłem bloga wposzukiwaniuprzygody.pl. Odejście mojej mamy uświadomiło mi, że życie jest krótkie i nie wiadomo co i kiedy przyjdzie nam stracić. To wydarzenie było dla mnie brutalnym wkroczeniem w dorosłe życie. To było przed egzaminem maturalnym i zawodowym, które postanowiłem zdać, także dla mamy, której cholernie zależało na tym abym zdobył jakieś wykształcenie. Musiałem bardzo szybko nauczyć się dbać o gospodarstwo domowe, odpowiedzialnie gospodarować pieniędzmi, a także pozyskiwać je pracując lub załatwiając od Państwa. Uwierzcie mi, że załatwianie pieniędzy z MOPRu czy Urzędu Miasta nie należy do najłatwiejszych, a na pewno nie najprzyjemniejszych (chyba, że życie kosztem innych nie przynosi komuś wstydu). Dlatego też postanowiłem usamodzielnić się jak najszybciej. Nie było łatwo, pracowałem w różnych miejscach, trochę na polu, trochę na taśmie, trochę na halach produkcyjnych.

A życie znowu zabiera…

Po tych wojażach stwierdziłem, że praca w jednym zakładzie przez dłuższy czas (albo i całe życie) nie jest dla mnie. W 2016 roku zacząłem pracowałem w Holandii aby zarobić jakieś pieniążki na obóz survivalowy, podróże oraz na plecak, buty i inny sprzęt ułatwiający podróżowanie. W zeszłym roku życie wystawiło mnie na kolejną próbę, zabierając z tego świata mojego młodszego brata. Wiecie jak to jest z rodzeństwem, niby często się wadzicie, ale koniec końców zawsze się dogadujecie, tworząc tym sposobem niesamowitą i niepowtarzalną więź. Śmierć brata jest jak utrata cząstki mnie samego.

To, że jeszcze nie zwariowałem zawdzięczam w dużej mierze temu, że mam ten „swój survival”, który pozwolił mi odnaleźć się w życiu. Raz, że dzięki survivalowi i podróżom miałem (i właściwie nadal mam) głowę pełną myśli, planów i celów, co jest istotne kiedy w nasze życie niespodziewanie wkracza śmierć i cierpienie. Dwa, kiedy pojąłem istotę survivalu jaką jest po prostu przetrwanie, postanowiłem, że po prostu przetrwam, trzymając się z całych sił życia…

Aby mieć realny wpływ na swoje życie, postanowiłem, że po powrocie z Holandii nie będę więcej pracował na żadnej taśmie produkcyjnej za najniższą krajową, marnując w ten sposób życie. Tutaj znowu zmiany zawdzięczam swojej pasji…

Szukając swojej ścieżki

Miro z Lasa
Miro z Lasa

Podczas pobytu na obozie survivalowym w 2016 roku u mojego najlepszego mentora Kriska (Krzysztofa Kwiatkowskiego, autora książki „Surwiwal po Polsku”), poznałem tam Olka, który to opowiedział mi o swoim ciekawym zawodzie jakim jest arborysta, czyli pielęgniarz drzew.

Zawód polega między innymi na tym, że wchodzi się na drzewo przy użyciu np. dostępu linowego, po czym dokonuje się jego pielęgnacji. Sama zaś pielęgnacja polega na przykład na usuwaniu martwych gałęzi, skracaniu tych, które kolidują ze sobą lub z infrastrukturą, a także mocowanie specjalnych wiązań, które zabezpieczają drzewa przed wyłamaniem. Ponadto arborysta zajmuje się także usuwaniem, drzew przeznaczonych do wycinki w trudnym terenie np. cmentarzu czy osiedlu, a także zbieraniem szyszek, albo mocowaniem na kasztanowcach specjalnych pułapek feromonowych. W skrócie zawód ten łączy zawód pilarza z wiedzą dendrologiczną i alpinistyczną.

Miro z Lasa - na drzewie
Miro z Lasa – na drzewie
Miro z lasa – na drzewie

Może to jest to, warto spróbować

Pomyślałem – taki zawód to coś dla mnie. Wszakże uwielbiam pracę fizyczną, tym bardziej na zewnątrz i to przy drzewie. Poza tym kocham naturę, więc w realny sposób mogę przyczynić się do poprawy drzewostanu w miastach. Po powrocie z Holandii, niemal od razu poszedłem na kurs arborystyczny. W międzyczasie okazało się że mam przepuklinę pachwinową, którą postanowiłem jak najszybciej zoperować. Po udanej operacji i kilku miesiącach odpoczynku, zrobiłem kolejne kursy. Następnie znalazłem firmę, która pomogła mi zdobyć doświadczenie w zawodzie.Tutaj zdradzę wam, że skorzystałem z pomocy Urzędu Pracy, który zafundował mi dwa z trzech wymaganych kursów.

Tym sposobem zdobyłem fach, który daje mi satysfakcję i otwiera mi furtki do rozwoju zawodowego. Teraz bez problemu znajdę pracę niemal w każdym miejscu.

Zdobycie tego fachu zajęło mi w sumie rok i kosztowało mnie tułaczkę po Polsce. Od jesieni zeszłego roku do maja tego roku zdobywałem doświadczenie w Bielsku-Białej, a od maja do teraz w Łodzi. Za niedługo wracam na stare śmiecie, czyli do Opola. W tym czasie swoje podróże ograniczałem do weekendowych wyjazdów w góry i do lasu. W tym roku postanowiłem wybrać się na dłuższą podróż a w międzyczasie zdobyłem nową kompankę do moich wypraw. O tym jednak napiszę wkrótce.

Tymczasem chciałbym was poinformować, że jest to ostatni wpis na stronie wposzukiwaniuprzygody.pl. Będę jednak pisał nadal, tyle że już na blogu mojego przyjaciela Kuby, który także postanowił stworzyć nowego bloga. Wszystkie stare wpisy będę przenosił sukcesywnie.

Jedna odpowiedź

  1. Joanna

    Życzę powodzenia, poryczała się czytając ten jakże osobisty wpis. Ja też po śmierci kogoś bliskiego otrzymałam nowe życie, ale Twoja historia utwierdza mnie w przekonaniu,że żadna tragedia nie jest w stanie złamać gdy ma się cel w życiu i pasje. Czekam z niecierpliwością na owoc Waszej współpracy. Trzymam kciuki <3

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.