Autostopem po wschodniej rubieży Polski

wpis w: Autostop, Nocleg, Wyprawy | 0

Droga wiedzie na wschód… Polski

„A droga wiedzie w przód i w przód,
Choć się zaczęła tuż za progiem –
I w dal przede mną mknie na wschód,
A ja wciąż za nią – tak jak mogę…
Znużone stopy depczą szlak –
Aż w szerszą się rozpłynie drogę,
Gdzie strumień licznych dróg już wpadł…
A potem dokąd? – rzec nie mogę”  – J.R.R. Tolkien

To wiersz Bilba, który świetnie trafia w moją podróż.

Plecak po spakowaniu ważył ok. 17 kg, z czego 4 kg jedzenia, 2 kg karmy dla psa. Książka i harmonijka są w sumie zbędne ale uprzyjemniały mi czas.

8 Sierpnia wyruszyłem na autostopową podróż po wschodnich rubieżach Polski. Zacząłem od Zamościa, po drodze czekała mnie wyprawa w puszczę Białowieską, następnie malownicze Suwałki a skończyłem na Mazurach. Wschodnia część Polski była mi dotąd mało znana, dlatego postanowiłem zwiedzić właśnie tę część Polski, chciałem przekonać się czy faktycznie czas biegnie tam nieco wolniej, jak wyglądają różnice kulturowe i  mentalność tamtych ludzi. Zapraszam do relacji z tej trwającej prawie 2 tygodnie wyprawy. Z góry przepraszam za kiepską jakość zdjęć – muszę zainwestować w nieco lepszy sprzęt do fotografowania i samemu podszkolić się w ich robieniu. Praktycznie nie robiłem też zdjęć najpopularniejszych obiektów, gdyż jest ich masa w internecie.

Droga na wschód

Stopowanie pierwszego dnia A4 szło strasznie opornie. Pierwszego dnia, późnym wieczorem dotarłem do Krakowa, tam skorzystałem z gościny przyjaciela, który mnie przenocował.

9 sierpnia docieram jedynie do Rzeszowa, na wylotówce z Krakowa stoję ponad 5 godzin. Upał dawał się we znaki – a w szczególności Luśce. Koniec końców wieczorem wylądowałem na parkingu przy autostradzie, na którym skorzystałem z prysznica. Zimny prysznic jest niesamowitą ulgą po takim dniu.

Na kolację tortelini przyrządzone na ognisku.

Podsumowując ciężki dzień z miłym akcentem pod koniec.

Zamość

W piątek (tj. 10 sierpnia) udało mi się dotrzeć do Zamościa. Nie chcę tutaj opisywać konkretnych zabytków, za to polecam samodzielne odwiedzenie tego wspaniałego miasta. W skrócie jest to piękne, stare miasto, nie lada gratka dla fanów historii i fortyfikacji.

Największe wrażenie zrobiła na mnie Rotunda, która jest częścią fortyfikacji miejskich Zamościa. W tym miejscu niemieckie świnie z gestapo dokonywały wyroków śmierci na ludności Zamojszczyzny, oraz palili zwłoki pomordowanych.

Rotundę zwiedzałem dość późno, tzn. zaczęło się już robić ciemno, gdy nagle usłyszałem trzask zamykanej bramy. Pobiegłem ku niej, była zamknięta, lecz strażnika ani śladu. Krzyczałem ale nie dało to żadnych efektów. Na szczęście udało mi się zejść po murze – choć nie było to proste bo niektóre cegły były luźne a tynk się sypał.

Tej nocy przenocowałem u znajomej z grupy autostopowej – Kasi. Wieczór spędziliśmy czas w lokalnym barze, gdzie poznałem, jak wygląda nocne życie zamościan.

Puszcza Białowieska

W sobotę ruszyłem w stronę Lublina gdzie ze znajomymi, Adamem i Łukaszem ruszyliśmy w stronę Białegostoku, a konkretnie w Puszczę Białowieską. Noc spędziliśmy pod bramą do rezerwatu ścisłego, korzystając z dostępnej tam wiaty.

W niedzielę rano, obudzili nas turyści (albo obsługa parku), którzy byli zaskoczeni widokiem 3 kokonów wiszących pod wiatą 😉

Na śniadanie pyszna jajecznic ugotowana przez Adama, na kuchence gazowej, którą mieliśmy w samochodzie.

Resztę dnia spędziliśmy na eksploracji puszczy.

 

Późnym popołudniem postanawiamy założyć obóz.

W poniedziałek, kontynuujemy włóczęgę po puszczy w trakcie której docieramy do punktu obserwacyjnego na którym ponoć można wypatrzeć orła. Wychodząc z puszczy naszym oczom ukazuje się widok podlaskiej wsi.

Zaszliśmy do jednej chat, chcąc zapytać o wodę. Wchodząc na podwórze słyszymy tekst:

– Z ekologami nie chcemy mieć nic wspólnego – mówi kobieta;

– Ale my nie jesteśmy ekologami, tylko sobie tak podróżujemy po puszczy – odpowiada Adam;

– A to proszę tutaj – mówi kobieta wskazując nam kran z którego uzupełnia nasze butle.

Postanawiamy, że tego dnia noc spędzimy nad Siemianówką – dużym jeziorem, przez środek którego biegnie linia kolejowa na Litwę. Nad jeziorem znajdujemy wiatę, pod którą rozwieszamy hamaczki.

Nazajutrz z powrotem ruszyliśmy  w Puszczę Białowieską, tym razem od Północnej strony.

Postanowiliśmy że nie będziemy trzymać się szlaków i ruszymy przez Puszczę na przełaj. Przez co wpakowujemy się w gęste zarośla, w których znajdujemy mnóstwo śladów Żubra (odciski w błocie, odchody, sierść na korach drzew).

Po wyjściu z gęstych zarośli docieramy między stare drzewa – głównie graby, których jest mnóstwo w Puszczy.

Żubra ostatecznie nie udało nam się spotkać, ale natrafiliśmy na szczątki (kości, sierść) żubra porozrzucane w promieniu kilku metrów.

Tego dnia będąc gdzieś głęboko w Puszczy złapała nas ulewa – na szczęście już o rozbiciu obozu.

A co można robić w lesie podczas deszczu ?

Na przykład grać w karty, lub czytać książkę leżąc w hamaku.

Posiłki przygotowywaliśmy na kuchence, której za paliwo może posłużyć chrust, gałązki, lub nawet szyszki. Taka kuchenka jest dużo bezpieczniejsza niż ognisko, gdyż praktycznie nie ingeruje w ściółkę (zmniejsza przez to ryzyko wywołania najgorszego typu pożaru – podziemnego pożaru ściółki/torfu).

Tak minęła nam ostatnia noc w puszczy Białowieskiej. W tym miejscu pozwolę zakończyć pierwszą część relacji, bo nie chcę was zniechęcić zbyt długim testem – a wiem, że człowiek to leniwa bestia.

W następnej części opiszę przygody z podróży po Suwałkach i Mazurach.

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.