Autostopem do Rumunii, do tych dzikusów?

wpis w: Autostop, Nocleg, Wyprawy | 2

Autostopem do Rumunii, do tych dzikusów

Do Rumunii? Do  tych dzikusów? Takie pytanie usłyszeliśmy od jednego z Polskich kierowców, który nas wiózł i usłyszał, że planujemy zrobić rundkę autostopem wokół Rumunii.

Do Rumuni?

Tak, bo jest piękna i warta zwiedzenia.

Do dzikusów?

I tak i nie. Rumunia jest naprawdę dzika, co widać było w szczególności na wioskach, w górach. Dzika ale w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Dzika czyli wolna. Zapraszam do pierwszej części relacji!

Tegoroczny urlop spędziłem wyjątkowo dobrze, najpierw 3 tygodniowy pobyt w Bieszczadach, a następnie 2 tygodniowa podróż autostopem wokół Rumunii. Zarówno Rumunia (a w szczególności jej północna część) jak i Bieszczady są wspaniałymi, dzikimi miejscami, które warto zwiedzić ze względu na niesamowite widoki oraz życzliwych ludzi. Tyle wspomnień, tyle przygód i tylu wspaniałych ludzi w ciągu zaledwie 2 miesięcy.

PIERWSZA AUTOSTOPOWA WYPRAWA Z KOMPANKĄ PODRÓŻY

Kiedy tylko wróciłem z Bieszczad postanowiłem, że w następny weekend ruszam autostopem do Rumunii, nad Morze Czarne. W tym roku jednak chciałem zobaczyć, jak to jest podróżować z kompanem/kompanką. W związku z tym napisałem na jednej z grup zrzeszających autostopowiczów na FB, iż szukam kompana na podróż nad Morze Czarne. Po jakimś czasie odezwała się do mnie Gosia, która napisała, że także chciała by się wybrać do Rumuni autostopem, jednak, że jest kobietą, to woli jechać z jakimś facetem. Tak więc umówiliśmy się, że wystartujemy razem z Cieszyna, w poniedziałek (05.09), wcześniej chciałem jednak odwiedzić Chatkę AKT na Pietraszonce, oraz Kamykusa, który pracuje w schronisku na Wielkiej Raczy.

OKRĘŻNĄ DROGĄ DO RUMUNII

Właściwie moja podróż zaczęła się już w sobotę (03.09), kiedy to złapałem stopa do Wisły i stamtąd dostałem się na chatkę, w której jak zwykle panowała rodzinna atmosfera, a ponad to trwały tam warsztaty zielarskie, więc miałem okazję do poznania nowych osób, oraz przeprowadzenia ciekawych dyskusji. Następnego dnia autostopem dostałem się do miejscowości Rajcza, skąd busem dostałem się do Rycerki Kolonia, a stamtąd na nogach po szlaku dotarłem do schroniska na Wielkiej Raczy, gdzie Kamykus, wypoczywał akurat po ciężkim dniu spędzonym z niedzielnymi turystami. Wieczór minął jak zwykle to bywa w obecności najlepszych kumpli, bardzo dobrze. Następnego dnia, po śniadaniu wyruszam z powrotem na dół do Rycerki Koloni, skąd busikami docieram do Cieszyna.

Cieszyn

W Cieszynie spotykam się i poznaję z moją kompanką podróży Gosią. Wpierw robimy szybkie uzupełnienie zapasów żywnościowych w pobliskim markecie i ruszamy w stronę Czeskiego Cieszyna, z którego udaje nam się złapać stopa w kierunku Zyliny. Niestety nasza podróż nie może trwać długo tego dnia, gdyż zbliża się zmrok i jeszcze w miejscowości przed Zyliną musimy szukać miejsca na nocleg. Pierwszą noc spędzamy, nieopodal, jakiegoś parku rekreacyjnego. Podczas rozbijania obozu zaczyna się ulewa, więc postanawiamy, że tę noc spędzimy pod moim DDTarpem.

Następnego dnia, szybkie zwijanie obozu, poranna toaleta oraz śniadanie z kawą przygotowane w pobliskim Kauflandzie. I już przed 10 jesteśmy na drodze, próbując łapać okazję do Rumunii, na początku mamy dylemat, jaką trasą się kierować, ale kierowcy TIRów na jednym z parkingów uświadamiają nas, że właściwie to lepiej kierować się na Budapeszt, w kierunku miejscowości Sahy, skąd już rzut beretem w stronę Rumunii.

Na szczęście tego samego dnia udaje nam się dostać pod Budapeszt i to na jego obwodnice, skąd  jedna z większych autostrad na Węgrzech prowadzi ku Rumunii. Z noclegiem też nie wychodzi najgorzej, bo pomimo iż lądujemy na stacji benzynowej to znajdujemy tu kilka drzew, które pozwalają nam być ukrytym, a także umożliwiają mi rozwieszenie hamaka. Gosi nawet udaje się złapać w swoim namiocie WiFi z  pobliskiego Mc.Donald’s.

Następnego dnia, po zwinięciu obozu, toalecie oraz śniadanku próbujemy łapać stopa z parkingu, jednak na początku nikt nie chce się zatrzymać. Parking opuszczamy po kilku godzinach i wydaje nam się, że tego dnia nie dotrzemy do Rumunii, ale na szczęście los się do nas uśmiecha. Na pewnym parkingu dzięki Gosi oraz jej znajomości języka Włoskiego udaje się nam dostać z kierowcą TIRa, do miejscowości Petea gdzie znajduje się przejście graniczne między Węgrami a Rumunią.

RUMUNIA NARESZCIE RUMUNIA!

Na przejściu granicznym spotykamy – a jakże! motocyklistów z Polski. Sama przeprawa nie sprawia nam większych trudności. Po przejściu przez granicę i wymianie waluty (euro na lei) łapiemy stopa w kierunku Satu Mare. Kobieta, która nas zgarnęła poleca nam zwiedzanie tego miasta, ale my śpiesząc na wschód nie czynimy tego, poza tym miasto nie jest urokliwe. Widać tutaj pozostawioną przez poprzedni ustrój, szarą i brzydką, postsowiecką architekturę.

Z Satu Mare dostajemy się do Livady, skąd docieramy do pewnej wsi, gdzie wśród starych i często walących się chat znajduje się spora ilość nowoczesnych domów oraz willi. Chłopaki, którzy nas wieźli mówili, że należą one do bogatych ludzi z Francji, Niemiec, Anglii czy USA. Dla ludzi z prowincji takie rzeczy to nie lada atrakcja!

Następnie udaje nam się złapać stopa do miejscowości Săpânța, która była naszym pierwszym, obowiązkowym punktem zwiedzania. W miejscowości tej znajduje się wesoły cmentarz, o czym napiszę w następnej części relacji. Mężczyzna, który nas wiózł, jakby czytał w naszych myślach i podrzucił nas na pole namiotowe, gdzie za nocleg zapłaciliśmy jedyne 10 lei (1 lei = 0.95 zł).

Nareszcie mogliśmy w końcu skorzystać z prysznica, wyprać swoje ubrania. Na kolację zjadamy pure z siemieniem lnianym oraz innymi dodatkami, postanawiam napić się lokalnego piwa przed snem. W tym miejscu poznajemy też dwie dziewczyny z Polski – Ewelinę oraz Natalię, które również podróżowały po Rumunii na stopa.

To był najbardziej intensywny dzień od początku naszego wyjazdu. Nareszcie docieramy do miejscowości, która była naszym pierwszym, obowiązkowym punktem zwiedzania na mapie. W miejscowości tej znajduje się wesoły cmentarz – jedna z najlepszych atrakcji w Rumunii, ale o tym napiszę w następnej części relacji…

2 odpowiedzi

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.